#1 2012-07-25 22:01:24

 Olimpia

Administrator

35374777
Call me!
Zarejestrowany: 2011-08-27
Posty: 2464
Punktów :   29 
Znak zodiaku: Wodnik
Żywioł: Powietrze/Ogień
Rodzaj praktykowanej magii: Różne :D

''Opętani przez duchy'' autorstwa Wandy Prętnickiej

Chciałabym polecić książkę pt. ''Opętani przez duchy'' autorstwa Wandy Prętnickiej, dołączam opis książki. Głównie polecam ją dlatego bo przypomniałam sobie jak rozmawialiśmy na forum odnośnie chorób psychicznych a ja powiedziałam, że nie ma czegoś takiego - wszystko jest wywołane przez duchy, dzisiaj przez przypadek znalazłam tą książkę na chomikuj i przeleciałam trochę jej zawartość i uważam, że jest warta przeczytania jej!

Duchy to istoty, które wcześniej były ludźmi a po śmierci nie zdecydowały się na przejście na drugą stronę kurtyny śmierci do tak zwanego "Nieba". Opętanie przez duchy może być przyczyną bardzo przykrych, a czasami wręcz tragicznych doświadczeń. Dzieje się tak z wielu przyczyn, głównie ze względu na:
1. Choroby ducha przenoszą się na osobę opętaną;
2. Obecność duchów powoduje silne wahania nastroju od euforii do głębokiej depresji. Duchy mogą doprowadzać opętanego do zachowań, których dana osoba może nie posiadać np. do agresji, przemocy itp. Jeżeli taka cecha w człowieku istnieje to zostaje ona przez ducha wzmocniona;
3. Duchy często namawiają opętanych do samobójstwa lub zabójstwa;
4. Duchy silnie wpływają na psychikę wywołując choroby psychiczne;
5. Duchy mogą wpływać na zachowanie i namawiać ludzi do uzależnień od alkoholu, narkotyków oraz wielu innych niepożądanych czynów.
Duchy są czasami powodem, dla którego ludzie bardzo ciężko chorują, a nawet umierają. Bywa i tak, że ze względu na duchy wiele rzeczy się nie udaje, ludzie kłócą się, a niekiedy nawet zabijają. Przebywanie ducha w człowieku wywołuje wiele następstw. Czasem jest to zmiana w samej tylko psychice, innym razem stanu zdrowia. Łatwo można to zaobserwować przy problemach z guzami, wywołanymi przez duchy. Gdy duch jest w człowieku guz się pojawia, a gdy ducha nie ma to i guz znika.


Normalność to wymysł.
Ludzie (owce) skupiają się w stado i "normalność" tworzą na podstawie wypadkowej średniej reakcji i poglądów innych Owiec w stadzie.
Boją się uwolnienia Woli ponad Formę.
Są niewolnikami Formy (Materii i spraw materialnych).

Offline

 

#2 2012-07-25 22:22:24

 Evander

Wikkid Wizzy

Zarejestrowany: 2012-06-27
Posty: 208
Punktów :   14 

Re: ''Opętani przez duchy'' autorstwa Wandy Prętnickiej

Amorte,

Mam tę książkę. Trzeba do niej podchodzić bardzo ostrożnie, gdyż większość jej treści to niestety straszliwy bełkot.

Praktycznych informacji praktycznie nie ma zebranych w jednym miejscu... Jest za to dużo stwierdzeń o tym, jak to autorka pomogła wielu ludziom w dziwnych przypadkach.

Dodatkowo książka jest napisana bardzo chaotycznie, trudnym językiem i nie czyta się tego łatwo.


Everything that has a (born) beginning has an end (in death).

"Zaprawdę, Moc jest krewną konieczności,
  i przychodzi, gdy człowiek jej pragnie" - Pitagoras

Offline

 

#3 2012-07-25 22:26:20

 Olimpia

Administrator

35374777
Call me!
Zarejestrowany: 2011-08-27
Posty: 2464
Punktów :   29 
Znak zodiaku: Wodnik
Żywioł: Powietrze/Ogień
Rodzaj praktykowanej magii: Różne :D

Re: ''Opętani przez duchy'' autorstwa Wandy Prętnickiej

Zamieszczę fragment. Sami oceńcie aczkolwiek mi się czytało łatwo i zrozumiale... Może dlatego, że to dla mnie nic nowego.

Fragmenty książki Wandy Prątnickiej „Opętani przez duchy”
Iluzja śmierci

W życiu boimy się wielu rzeczy: bólu, starości, biedy, samotności, niewiadomej, katastrof, kobiety porodu, uczniowie egzaminów, ale dla większości ludzi najstraszniejsze jest chyba umieranie.

Śmierć wydaje się najbardziej przerażającą, a na pewno jest najbardziej nieuniknioną rzeczą na świecie. Dlaczego tak bardzo się jej boimy? Dlaczego jest tak bolesnym wydarzeniem? Dlatego, że nie chcemy opuszczać tego świata. Kurczowo trzymamy się najbliższych; mężów, żon, rodziców, dzieci, przyjaciół, kochanków, itd.

Tak samo postępują ci, którzy pozostają przy życiu. Boją się pozostać sami i nie chcą puścić tej umierającej, odchodzącej duszy. I jedni i drudzy robią to w imię miłości, ale z miłością nie ma to nic wspólnego. Takim myśleniem nie powoduje miłość, a paraliżujący strach przed tym, co się z nami stanie i jak damy sobie radę.

Innych może trzymać przywiązanie do rzeczy materialnych, kariery czy władzy. Jeszcze innych nałóg - alkohol, narkotyki, jedzenie, seks, hazard.

Bardzo boimy się też śmierci, gdyż nie wiemy, co się z nami stanie, dokąd pójdziemy po opuszczeniu tego świata. Nie jesteśmy do niej przygotowani. Od samego urodzenia uczono nas najróżniejszych rzeczy, nawet kobiety jak mają rodzić, ale nikt nie uczył nas jak umierać, co to jest śmierć i co po śmierci się z nami dzieje. Gdybyśmy to za życia wiedzieli, uznalibyśmy, że umieranie jest bardzo radosną, szczęśliwą chwilą, której nie tylko nie trzeba się bać, ale należy z radością oczekiwać. Śmierć i narodziny to jedno i to samo. Żeby się urodzić na Ziemi, to tam po drugiej stronie musimy umrzeć. I na odwrót, żeby tam się narodzić musimy tutaj umrzeć, ale to nic innego jak tylko zamiana jednej formy istnienia na drugą.

Wszyscy należymy do Boga i przyszliśmy na Ziemię nie za karę, jak twierdzą niektórzy ludzie czy religie, ale żeby uczyć się w ziemskiej szkole. Gdy przychodzimy na świat pełni ufności, nasze życie przebiega w harmonii i miłości. Jeżeli przychodzimy w żalu, lęku i nieufności, to cokolwiek robimy wszystko jest nimi przepełnione. Mamy żal do Boga, że nas opuścił i pozostawił samych, ale to wcale nie jest prawdą. To nasze błędne myślenie powoduje, że żyjemy w żalu, frustracji, lęku i niezadowoleniu. Dzieje się tak do momentu, w którym zrozumiemy, na czym to mylne rozumowanie polega. Może to trwać jedno życie albo kilka.

A teraz zatrzymaj się i zastanów, pomedytuj. Co dla ciebie oznacza śmierć? Koniec, czy początek? Gdy pozbędziesz się lęku przed śmiercią staniesz się nieustraszony. Bo tak naprawdę nie ma nic straszniejszego od tego lęku. Oprócz śmierci, czego mógłbyś się jeszcze bać?



A teraz chciałabym ci powiedzieć, że nie masz się czego lękać, bo nigdy nie umierasz. Nie, nie przesłyszałeś się. Nigdy nie umrzesz. To co nazywamy śmiercią jest tylko porzuceniem naszego fizycznego ciała, to tak jak gdybyś zdjął ubranie. Tak, jak wyrzucamy ubranie, które się zużyło tak samo porzucamy nasze zużyte ciała. A to nie znaczy, że przestajesz istnieć. "Bzdura" - myślisz sobie - "wszystko co się rodzi musi umrzeć, tak już jest i nic się na to nie poradzi". Chcę cię pocieszyć. Nic, co się urodziło nie umiera, a tylko zmienia postać z jednej na drugą. Z ciężkiej, grubej, jaką jest nasze fizyczne ciało na bardzo lekką, z jakiej zbudowane jest nasze ciało po śmierci. Tak, jak za życia posiadamy ciało, umysł (nie mylić z mózgiem) i duszę, tak i po śmierci posiadamy ciało, umysł i duszę. Nie pytaj mnie teraz, skąd to wiem. Odpowiem na to w dalszej części książki. Teraz przyjmij za pewnik, że nie umierasz.



Twoje ciało, umysł i dusza żyją wiecznie. Jak się z tą wiadomością czujesz? Cieszysz się? Odetchnąłeś z ulgą? Jesteś zdziwiony? A może wykrzyknąłeś, że wypisuję bzdury? Może jesteś teraz zły na siebie, że niepotrzebnie się przez całe życie bałeś? A może szkoda ci z tego lęku zrezygnować, przecież tak bardzo lubisz się bać? A może po prostu wierzysz w śmierć i nic cię nie przekona? Najprawdopodobniej nie przyjmiesz tej wiedzy natychmiast do wiadomości, gdyż wierzyłeś w śmierć przez wiele, wiele lat przez wiele, wiele wcieleń. Nie jesteś w tym myśleniu odosobniony, bardzo wiele osób tak myśli. Tak myśleli nasi rodzice, dziadkowie, pradziadkowie a zatem prawdopodobnie i ty, zgodnie z tradycją, tak myślisz.



Piszę to, żeby ci, drogi czytelniku, uzmysłowić, że od tego co o śmierci wiesz, co o niej za życia myślisz i czego od niej oczekujesz zależy to, co cię spotka po śmierci, jak się potoczą twoje losy.
Śmierć i co potem

Przed przyjściem na świat, jako dusza ułożyliśmy sobie plan na nadchodzące życie. Zakłada on różne opcje pomagające nam w najbardziej optymalny sposób przerobić życiowe lekcje. W planie tym zawarte są najdrobniejsze szczegóły naszej przyszłej egzystencji np. miejsca, w których będziemy żyli, ludzie, z którymi będziemy przerabiać lekcje, wygląd w różnym wieku, czy opcje awaryjne - na zakończenie życia, na wypadek, gdyby nasz plan był zbyt ambitny.

W momencie narodzin, na poziomie świadomości oczywiście o tym zapominamy, ale na głębszych poziomach dusza pamięta o wszystkim. Dusza decyduje też o tym, kiedy i w jaki sposób zakończy swoją inkarnację. Nawet w momencie śmierci ma ona wybór, czy dalej pozostać w ciele fizycznym i próbować rozwiązać swój problem, czy umrzeć. Śmierć nie zdarza się samoczynnie, sama z siebie. Do duszy należy decyzja, kiedy umrzeć, dokąd pójść, jaki wybrać kierunek. Ma wolną wolę i nikt za nią nie zdecyduje.

Gdy dusza postanawia odejść i człowiek umiera, świadomość ze zdziwieniem stwierdza, że nadal żyje. Dalej posiada ciało energetyczne, pomimo, że ciało fizyczne, opłakiwane, zakopywane jest w ziemi. Dla świadomości ten fakt może to pozostać niezauważony. Postrzega ona siebie tak, jak za życia - widzi, słyszy, czuje ciepło, zimno, głód, pragnienie.

Po opuszczeniu ciała dusza spostrzega wokół siebie kochające dusze, które umarły wcześniej, a które teraz czekają, żeby ją przywitać i poprowadzić w dalszej wędrówce. Czekają też nasi przewodnicy duchowi, których kochamy. Rozpoznajemy ich z łatwością. W tej doniosłej chwili żadna dusza nie jest pozostawiona sama sobie, żadna nie jest pozbawiona pomocy. Panuje wspaniała, odświętna atmosfera, pełna radosnego oczekiwania przed wielką podróżą. Teraz dusza, wolna od ziemskich spraw, w asyście kochających istot powoli przesuwa się w kierunku Światła, promieniującego miłością i szczęściem. Czuje się bezpieczna, wie bowiem, że jest kochana i oczekiwana. Dusze, które w momencie śmierci były wycieńczone chorobą, nieświadome, czy półprzytomne, gdyż np. dostawały silne środki przeciwbólowe, teraz otrzymują specjalną pomoc. Można przyrównać ją do pomocy lekarskiej, tu na Ziemi. Ma ona za zadanie przywrócić duchowi siłę, aby umożliwić mu dalszą drogę.
Gdy dusze pozostają

Gdy dusza odwraca się od Światła i nie chce przejść na drugą stronę kurtyny śmierci, nikt jej od tej decyzji nie odwodzi. Bóg dał nam wolną wolę i dusza może zawsze, nawet w momencie śmierci z niej skorzystać. Do tej pory dusza miała zewsząd pomoc, wystarczająco dużo energii oraz cel, miała dokąd pójść. Od momentu, w którym zamyka się na skorzystanie z wejścia do "Nieba", zaczyna się zastanawiać co począć. Najczęściej wraca do swoich najbliższych, rodziny lub osób, z którymi była za życia bezpośrednio związana. Tam czuje się najbezpieczniej. Może też wrócić do swojego mieszkania, szpitala w którym leżała, do przyjaciół, na cmentarz, do swojego grobu, do kościoła, jeżeli lubiła w nim przebywać, do swojego majątku, do baru gdzie do woli może napić się wódki lub naćpać narkotyków.

Większość dusz, które zginęły w wypadku najczęściej pozostaje w miejscu, w którym się on wydarzył, wciąż go odtwarzając. Ma to na celu przebudzenie się duszy, uświadomienie jej, że już nie żyje.
Jaki ma to na nas wpływ?

Dusze, które odmówiły przejścia na drugą stronę kurtyny śmierci będę odtąd nazywała duchami. Po pewnym czasie od zgonu ciała duch powoli spostrzega, że zaczyna mu brakować energii i nie bardzo wie, skąd ją wziąć. Gdyby miał kontakt z innymi duchami, te pewnie uświadomiłyby go, jak ma sobie radzić, ale na początku nie zauważa swoich towarzyszy i jest pozostawiony sam sobie. Staje się coraz słabszy, coraz bardziej apatyczny, myślenie przychodzi mu z wielkim trudem. Odzywa się w nim instynkt samozachowawczy.

Wiele duchów nie wie z jakiego źródła zasilić się energią i decyduje się na jej kradzież. Część z nich nie widzi w tym nic złego, inne czują się źle, sądząc, że robią coś nagannego. Te ostatnie najczęściej nie podczepiają się pod konkretnego człowieka lecz czerpią energię z różnych ludzi po trochu. Najczęściej przebywają w dużych skupiskach ludzi. Wszystkie duchy, które nie przeszły na drugą stronę kurtyny śmierci muszą znaleźć źródło energii, aby mogły funkcjonować. Mogłyby o nią poprosić Boga, ale nie chcą lub nie mają na to odwagi. Wolą ją ukraść zwierzęciu, człowiekowi, roślinie.

Duch, który nie zdecydował się przejść na drugą stronę kurtyny śmierci najczęściej wraca do swojej rodziny, którą niedawno opuścił. W jego domu panuje żałoba, wszyscy są przybici, załamani, zrezygnowani. Żałobnicy bardzo często oddaliby wszystko za to, żeby można było cofnąć czas i aby ta ukochana dusza była wśród nich, żywych. Postępując w taki sposób sprawiamy, że dusza nie może odejść.

Gdy duch, który nie przeszedł na druga stronę kurtyny śmierci, wraca do rodziny a ta pragnie jego powrotu, to nie ma on najmniejszego problemu z energią. Po prostu podczepia się pod domowników i ściąga ją z nich. Żałobnicy zazwyczaj są tak przybici swoim nieszczęściem, że na początku nie zauważają, że duch wniknął w kogoś z nich. Gdy to zauważą, często jest już za późno na reakcję.

Człowiek w normalnym stanie ducha nie pozwoli sobie na to, aby ktokolwiek odbierał mu energię, a tym bardziej nie pozwoli w siebie wniknąć. Duchy to czują i szukają osób, które im na to pozwolą, aby przyssać się do nich jak pijawki na stałe.

Duchy pozostają często na zewnątrz człowieka, ale czasami mogą niechcący wejść do środka. To tak jakby duch przechodził koło ukrytego przejścia i przypadkiem oparł się o drzwi, które się otworzyły a on wpadł do środka. Tak wygląda opętanie człowieka przez ducha, który tego nie planował i nie zamierzał.

Gdy do zdrowego i silnego człowieka podłączy się jeden duch, może to w pierwszej chwili zostać niezauważone. Wprawdzie poczuje on spadek energii, ale najprawdopodobniej zrzuci winę na pogodę albo przemęczenie pracą czy nauką. Gdy przyczepi się ich kilka, sprawa zaczyna przedstawiać się inaczej. Człowiek staje się apatyczny, ospały, nic mu się nie chce, jest drażliwy. Czasami zaczyna chorować. Ale na początku nie zauważa, że coś z nim jest nie tak.

Jak to możliwe, zapyta niejeden, że duch mógł wniknąć w ciało człowieka? Często dzieje się to, gdy w jakiś sposób tracimy świadomość, np. gdy przechodzimy operację i zostaliśmy poddani narkozie. Inną sposobnością są dla ducha momenty, gdy tracimy przytomność, nawet na kilka sekund, uderzając się w głowę lub podczas szoku po wypadku. Wszystkie zakrapiane libacje są doskonałą sposobnością dla ducha. Młodzież coraz częściej sięga po narkotyki i otwiera się szeroko na ich wniknięcie. Nawet momenty lekkiej zmiany świadomości podczas palenia papierosa umożliwiają duchom opętanie. Czasami jesteśmy chorzy, zrezygnowani i nieświadomie pozwalamy, aby w naszym ciele zagościł duch. Podczas żałoby jesteśmy praktycznie bezbronni, o ile pogrążamy się w rozpaczy za zmarłym i otwieramy na tamtą stronę. Wtedy może opętać nas cała chmara duchów.

Gdy bawimy się w seanse spirytystyczne, szczególnie jeżeli się na tym nie znamy, może się zdarzyć, duchy na stałe zagoszczą w ciałach i umysłach uczestników. Przywołane duchy trzeba umieć odprowadzić, ale większość organizujących te seanse tego nie wie. Łatwo zostać opętanym, gdy bawimy się w stawianie tarota, nie bardzo się na tym znając, lub gdy medytujemy w nieodpowiedni sposób. Duchy często podczepiają się pod ludzi lub wnikają w nich, gdy tracą oni kontrolę nad emocjami i wykazują tendencję do identyfikowania się z negatywnymi energiami takimi jak złość, nienawiść itp.

Duch zwykle podczepia się pod człowieka, ponieważ wydaje mu się, że tylko w ten sposób będzie miał dostęp do energii. Podobnie jest, gdy wniknie w ciało człowieka. Może wiedzieć, że źle robi, ale wydaje mu się, że nie będzie mógł istnieć, a tym bardziej działać tak, jakby tego chciał. To bardziej instynkt samozachowawczy, instynkt przetrwania niż złośliwość ducha, jak wielu uważa.
Choroby

Gdy człowiek umiera wskutek jakiejś choroby, to śmierć automatycznie go od niej nie uwalnia. Po śmierci choruje nadal, jak za życia. Umierając pozostawia wprawdzie ciało fizyczne w grobie, ale zabiera ze sobą wszystkie inne ciała, również to w którym zapisana jest jego choroba. Dopiero z chwilą przejścia na drugą stronę kurtyny śmierci poddawany jest uzdrowieniu. Ta, nazwijmy ją kwarantanna, trwa tak długo, jak wymaga tego stan człowieka. Jeżeli stan psychiczny wymaga dłuższego czasu, taki jest mu dany, aż do pełnego wyzdrowienia. Jest to traktowane indywidualnie, w zależności od potrzeby danej jednostki.

Dzieje się tak tylko w przypadku, jeżeli przechodzimy na drugą stronę kurtyny śmierci. Jeżeli człowiek z jakichś przyczyn nie decyduje się przejść do Światła, pozostaje w świecie duchów z wszystkimi psychicznymi i fizycznymi dolegliwościami. Choroba, będąca przyczyną zgonu, jak za życia nadal w nim istnieje. Będzie tak długo mu doskwierała, jak długo będzie egzystował po tej stronie kurtyny śmierci. Gdyby przeszedł do Światła uleczono by go, pozostając choruje nadal.

Gdy umiera nasz ukochany bliski, który długo i ciężko chorował, jest nam niezmiernie żal. Chcielibyśmy, żeby został z nami jak najdłużej. Obawiamy się, że możemy go nigdy więcej nie zobaczyć. Wprawdzie nie jest to prawda, ale w takiej chwili nie bardzo chcemy o tym wiedzieć, ani pamiętać. W końcu nadchodzi chwila jego śmierci. Jest nam bardzo źle, nasze serce krwawi z rozpaczy i często nie jesteśmy w stanie go od siebie puścić. Niejednokrotnie zdarza się, że chcielibyśmy umrzeć razem z ukochaną osobą. W takiej chwili jesteśmy obolali i na wszystko obojętni, nie mamy zdrowego oglądu rzeczy i instynktu samozachowawczego. Jest to bardzo istotna chwila, stanowiąca o dalszych losach odchodzącej duszy i nas samych. Dlaczego? Składa się na to kilka powodów. Jednym z nich jest fakt, że kurczowo się tej duszy trzymamy, nie chcemy jej puścić, a ona nie mogąc się uwolnić i odejść, będzie zmuszona pozostać.

Wielu nie miałoby nic przeciwko temu, żeby bliski zmarły w nich wniknął. W pierwszej chwili są szczęśliwi, czują obecność zmarłego, rozmawiają z nim, chcą go przy sobie zatrzymać jak najdłużej.

Kiedy duch wniknie w nas lub kogoś z domowników, jest to w pierwszym momencie prawie niezauważalne. Może trochę zmienić się nasz charakter, ale ponieważ ciągle myślimy o zmarłym wcale tego nie zauważamy. Prędzej otoczenie może spostrzec, że się zmieniliśmy, że coś jest z nami nie tak. My zauważymy to na samym końcu, o ile w ogóle przyjdzie nam to do głowy. Nawet gdyby wszyscy wokoło nam o tym mówili, to będziemy zaprzeczać a duch nam w tym pomoże. Tak naprawdę to on będzie zaprzeczał, poddawał w wątpliwość to co mówią inni. Odbywa się to tylko w naszej psychice. Z czasem będziemy coraz bardziej wątpili w to, co powiedzą inni. Co zresztą mogą nam powiedzieć najbliżsi? Że jest w nas np. nasz zmarły dziadek? On wie, że żyje nadal, chociażby naszym życiem, więc musi wszystkiemu zaprzeczyć. Nie jest to kwestia złośliwości ducha, chociaż i tak się zdarza, lecz spojrzenie na sprawę z dwóch różnych punktów widzenia. Dla nas duch nie żyje, co dla niego oczywiście jest nieprawdą. Dlatego też będzie usilnie zaprzeczał.

Przejawy charakteru ducha mogą zostać zatuszowane, ale jeżeli przed śmiercią chorował na jakąś chorobę, u nas zaczną pojawiać się podobne symptomy. Lekarze często nazywają taką przypadłość skłonnościami rodzinnymi, czy dziedzicznością. Choroby te dlatego uważane są za rodzinne, bo na serce chorowała załóżmy babcia a po śmierci nie odeszła na tamtą stronę i wniknęła w swoją córkę. Ta bardzo chętnie przyjęła matkę, przez co sama zaczęła chorować na serce i szybko umarła. Teraz z kolei syn zachorował na serce. Jeżeli będziemy patrzyli na ten łańcuch zdarzeń z punktu widzenia medycyny tradycyjnej, może nas zadowolić wytłumaczenie, że to choroba dziedziczna. Jeżeli jednak przyjrzymy się sprawie dokładniej, dostrzeżemy że wcale dziedziczną nie jest. Rodzaj choroby nie ma tu oczywiście znaczenia.

Jeden z braci bliźniaków zachorował na raka. Był to młody, nadzwyczaj przystojny mężczyzna, serce się krajało patrzeć, jak w szybkim tempie umiera. Choroba trwała niecałe pół roku. Wiosną został powołany do wojskowej kompanii reprezentacyjnej, a przed świętami Bożego Narodzenia już nie żył. Idąc do wojska przeszedł badania, które wykazały, że był całkowicie zdrowy. Kiedy zwrócono się do mnie o pomoc, był już po kilku operacjach, znajdował się w ostatnim stadium choroby. Odkryłam, że jej powodem był duch wujka, który nie tak dawno też umarł na raka. Chłopak wyśmiał moją diagnozę, uznał ją za brednie. Sądził, że wujek za życia tak bardzo go lubił, że po śmierci krzywdy by mu nie zrobił. Żadne argumenty nie były w stanie go przekonać. Dla mnie jego postawa była dość zrozumiała, nieraz spotykałam się ze strony pacjentów z tak silnym sprzeciwem. Rodzina jednak szukała we mnie oparcia i ponawiała prośbę o pomoc, tym bardziej, że za każdym razem kiedy odprowadzałam wujka, stan zdrowia pacjenta poprawiał się w radykalny sposób. Zauważali to też lekarze w szpitalu i dziwili się skąd brały się w nim takie zmiany? - raz zdrowie, raz choroba. Pewnie dałoby się chłopca uratować, gdyby i on tego pragnął. Nie znaczy to, że pragnął śmierci. Chciał żyć, ale w tej trudnej dla niego sytuacji szukał bezpieczeństwa nie tam, gdzie trzeba. Zamiast oddać się w ręce Boga, oddał się w ręce ducha wujka. Gdy odprowadzałam wujka, on na powrót go do siebie ściągał. Nie potrafił uwierzyć w życie, w wyzdrowienie i zawsze, gdy ból się nasilał na cały głos wołał: "Wujku pomóż!". Rodzina, która siedziała przy nim dzień i noc, próbowała go od tego powstrzymać. W różny sposób przekonywali go, żeby tego nie robił. Brat bliźniak najszybciej z całej rodziny zrozumiał, o co w tym wszystkim chodzi i najbardziej zaangażował się w pomoc bratu. Niestety chłopca nie udało się uratować. Umarł.

W bardzo krótkim czasie po śmierci zauważono nowotwór u drugiego z bliźniaków. Ten nabrał jednakże doświadczenia podczas choroby brata i natychmiast zwrócił się do mnie o pomoc. Po dokładnym sprawdzeniu okazało się, że wniknął w niego dopiero co zmarły brat a razem z nim wujek. Mimo, że bardzo cierpiał i tęsknił po śmierci brata, nie spieszno mu było na tamten świat. Bardzo chciał żyć i posłusznie robił wszystko, o co prosiłam. Nie tylko nie przeszkadzał, ale sam przekonywał duchy, żeby od niego odeszły i zostawiły go w spokoju. One jednak uparcie chciały go zabrać do swego świata. Wyraźnie było widać, kiedy duchy odchodziły a kiedy wracały, bo guz, tak jak u brata bliźniaka, raz się pojawiał a po odprowadzeniu duchów szybko znikał. Taki stan trwał kilka tygodni, duchy coraz rzadziej wracały, aż pewnego dnia nie wróciły w ogóle. Mimo, że była to ta sama choroba brat nie poszedł w ślady zmarłego. Chociaż lekarze bardzo nalegali, nie przechodził operacji i naświetleń, pomimo, że jego choroba rozwijała się równie szybko jak u brata. Przeciwstawił się duchom i wygrał, bo wiedział, że jego problemem jest nawiedzeniem przez chore duchy. Nie znaczy to, że nie kochał brata czy wujka. Bardzo ich kochał, ale nie chciał w tak młodym wieku umierać. Poza tym zdawał sobie sprawę, że najprawdopodobniej byłby powodem choroby a nawet śmierci następnej żyjącej osoby. Zwyciężył nie tylko dla siebie, chociaż to on był najważniejszy, ale również dla rodziny i nawiedzających go duchów.

Gdyby nie udało się uratować drugiego brata, uznano by i ten przypadek choroby jako dziedziczny i z niepokojem zastanawiano się, kto będzie następną ofiarą. W swojej praktyce miałam wiele przypadków podważających teorię chorób dziedzicznych. To, że choroba atakuje kilku członków rodziny nie musi oznaczać, że jest chorobą dziedziczną. Po odprowadzeniu duchów może odejść raz na zawsze. Nie chcę jednak dawać złudnej nadziei tam, gdzie jej dać nie można i dlatego mówię całkiem jasno, że nie każda choroba jest spowodowana przez duchy. Bywa i tak, że odprowadzi się wszystkie duchy nawiedzające rodzinę, a choroba nadal atakuje. Chory i jego rodzina mogą poczuć się rozczarowani. Należy jednak wziąć pod uwagę, że chory i tak jest w dużo lepszej sytuacji niż poprzednio. Jest wolny od duchów, ma więc dużo więcej energii do zwalczania choroby. Przedtem wyglądało to tak, że chory walczył z chorobą, dźwigając jednocześnie na sobie jednego lub kilkoro duchów, którzy bez przerwy czerpali z niego energię. Teraz wprawdzie walczy nadal z chorobą, ale jest wolny od dodatkowego ciężaru.

Gdy jesteśmy całkowicie zdrowi, duchy nie mają do nas dostępu, gdy jednak pozwolimy wniknąć choćby jednemu, to następne mają już otwartą drogę. Może ich być mnóstwo. Wspominałam, że gdy duch za życia na coś chorował, to teraz opętany przez niego człowiek będzie chorował na to samo. W ten sposób w jednym człowieku może zagnieździć się wiele chorób. Jedne duchy mogą być silniejsze od drugich, tak jak to bywa z ludźmi za życia. Gdy duch przejmuje kontrolę nad ciałem człowieka, razem z tą dominacją objawia się też choroba. Może być tak, że wewnątrz człowieka toczy się nieustanna walka o to, kto ma rządzić jego ciałem. W takiej sytuacji raz jeden duch jest u władzy, a raz inny. Człowiek może nie zdawać sobie z tego sprawy, ale otoczenie zazwyczaj zauważa, że ten sam osobnik raz jest milczkiem, a raz wesołkiem, by innym razem wpaść w gniew. Mówimy, że taki człowiek ma zmienne nastroje. Gdy zdarzają się nam one często lub nie umiemy nad nimi zapanować, to jest to powodem, dla którego warto zastanowić się, czy nie opętały nas duchy.
Choroby psychiczne

Zdarza się, że normalnie funkcjonujący człowiek nagle, z godziny na godzinę, przestaje wiedzieć kim jest, co mówi, co robi, widzi zjawy, słyszy głosy. Może czuć, że jest dotykany, zmuszany do różnych rzeczy, mieć natręctwa. Może dostrzegać na swoim ciele zadrapania lub rany, nieznanego pochodzenia. Może być świadom momentu zranienia, widzieć płynącą krew i odczuwać ból, pomimo że znajduje się z dala od ostrych przedmiotów. Człowiek, który dotąd był aktywny, towarzyski, wesoły może się nagle stać zamknięty w sobie, może być trudno nawiązać z nim kontakt, on sam może zacząć miewać samobójcze myśli. Albo odwrotnie: spokojny dotąd człowiek staje się agresywny, gotowy w jednej chwili wszystko zniszczyć, czasami nawet zabić. Jego oczy zieją nienawiścią nawet w kierunku tych, których kochał. Kulturalny dotąd człowiek nagle staje się wulgarny, obrzuca obelgami ludzi bez żadnej przyczyny - w tramwaju, sklepie, kościele, na ulicy. Może wszędzie czuć jakiś zapach od przyjemnego do straszliwego odoru. Albo otoczenie może zacząć czuć od niego przykry zapach, mimo że nieustannie się myje.

Wymienione symptomy nie występują oczywiście u jednego człowieka jednocześnie, chociaż i tak może się zdarzyć. Objawy te mogą być dla nawiedzonego ledwie zauważalne, ale za to bardzo widoczne dla otoczenia lub na odwrót. Mogą być dokuczliwe, bardzo przeszkadzające w normalnym funkcjonowaniu, a nawet mogą je uniemożliwiać, za to zupełnie nie odczuwalne dla innych. Taki człowiek, będąc wśród ludzi może słyszeć, widzieć lub czuć coś bardzo wyraźnie, czego nikt inny nie słyszy, nie widzi i nie czuje, mimo, że dla niego subiektywnie sygnały te są o bardzo silnym natężeniu. Lekarze zaklasyfikowaliby takie zachowanie czy stan jako objaw schizofrenii lub innej choroby psychicznej. Tego rodzaju ludzi powszechnie uważa się za wariatów. Gdy objawy nasilają się lub zagrażają społecznemu bezpieczeństwu, zamyka się ich w szpitalach psychiatrycznych. Symptomy te oraz wiele innych, których nie wymieniłam są wyraźną wskazówką na obecność duchów w człowieku.

Przy każdej chorobie psychicznej występują objawy podobne do tych, które wymieniłam powyżej. Przyszła mi do głowy myśl, że skoro istnieje zbieżność objawów, to może i ich przyczyna jest taka sama. Przypadki chorych psychicznie, którym pomagałam utwierdziły mnie w przekonaniu, że rzeczywiście tak jest. Zebrałam ich kilka tysięcy, wszystkie są do siebie bardzo podobne. Z wieloletniego doświadczenia wiem, że prawie każda choroba psychiczna powstaje wtedy, gdy nawiedzony człowiek daje się nie tylko opętać, ale oddaje też duchowi swoje ciało i umysł w całości, poddając się jego woli. W każdym przypadku wygląda to oczywiście inaczej. Bywa, że człowiek przez chwilę jest sobą, potem zupełnie kimś innym, a potem znów sobą. Momenty, w których jest "kimś innym" nie są przez chorego ani zauważane ani też ich on nie pamięta. Umysł człowieka można porównać do działania komputera. Informacje z okresu pobytu ducha w chorym zapisane są na dysku twardym ducha a nie chorego. To trochę tak, jakby chory udzielił sobie urlop od bycia sobą. W tym czasie duch kieruje jego ciałem i umysłem. Stąd bierz się luka w pamięci chorego.

Bywa i tak, że chory co chwilę jest zupełnie kimś innym, a tylko bardzo rzadko sobą. Ma to miejsce wówczas, gdy oddaje on swoje ciało i umysł we władanie wielu różnym duchom. W skrajnych przypadkach duch człowieka może zostać wyrzucony przez duchy z jego własnego ciała i być zmuszony do egzystowania poza nim. Takie przypadki nie są wcale takie rzadkie. Jest to uzależnione od stanu opętania chorego. Duchów, które opętały jedną tylko osobę mogą być setki. W Biblii nazwano ich "Legionem" (Łukasz 8,30).

Aby lepiej zrozumieć rozdwojenie jaźni lub wiele innych chorób psychicznych, zobrazuję to przykładem porównując ciało człowieka do statku na morzu. Zdrowy psychicznie człowiek jest jak kapitan na swoim statku. Steruje nim umiejętnie omijając niebezpieczeństwa, które napotyka. Steruje pewnie, bo wie, że nawet podczas największego sztormu nic mu nie grozi, gdyż czuwa nad nim Bóg. Taki kapitan nie pozwoli niepożądanym pasażerom na wejście na jego statek. Zawsze wie gdzie się znajduje i jaki jest jego kurs.

Istnieje też inny rodzaj kapitanów. Rzadko stają za sterem pozwalając na bezwiedne dryfowanie okrętu po oceanie, zazwyczaj dlatego, że się boją. Pozwalają też nieproszonym pasażerom wchodzić na pokład i robić, co im się podoba. Człowiek chory na schizofrenię jest takim właśnie statkiem wypełnionym pasażerami-duchami, bez kapitana na mostku. Kapitan jako właściciel statku może być przez cały czas rejsu na nim obecny, ale pasażerowie, czyli duchy nie dopuszczają go do steru. Gdy jakiś pasażer dorwie się do steru, ignoruje obecność kapitana i steruje statkiem po swojemu. Bywa, że kapitan nie łapie za ster nawet wtedy, gdy statkiem nie steruje nikt. W skrajnych przypadkach kapitan może zostać wyrzucony za burtę (czyli ze swojego ciała). Pasażerowie-duchy, widząc wolny mostek na własną rękę sterują okrętem, ale i oni po jakimś czasie, z różnych przyczyn porzucają to zajęcie. Czasami bywa, że pasażerowie nic nie wiedzą o obecności kapitana na statku ani o innych pasażerach. Kapitan również może nie domyślać się obecności pasażerów na pokładzie. Każde z nich uważa statek za swoją własność i postępuje według swego uznania. Czasami wszyscy pasażerowie na raz chcą nim kierować i biją się między sobą o władzę. Wtedy to u człowieka, właściciela ciała-statku nasilają się ataki choroby psychicznej. Gdy wśród pasażerów nie ma chętnego do sterowania i kapitan decyduje się wreszcie stanąć za sterem, to zauważamy chwilowe ozdrowienie chorego. Powraca mu świadomość samego siebie i bywa, że zostaje wypisany ze szpitala. Nie jest jednak zdrowy. Duchy nadal w nim przebywają, a tylko na jakiś czas dały sobie urlop od sterowania jego ciałem.

Gdyby taki człowiek wiedział, co jest przyczyną jego problemu, najprawdopodobniej podjąłby walkę. Nic z tym nie robi, gdyż myśli, że jest w sytuacji, na którą nie ma najmniejszego wpływu. Czasami wydaje mu się, że faktycznie zwariował. Jest w wielkim błędzie. Jest to najlepszy moment, aby ten dotąd chory człowiek postanowił raz na zawsze stanąć za sterem jako kapitan statku. Ktoś musiałby mu to jednak uświadomić, mówić mu o tym nie jeden raz lecz powtarzać do skutku. Wtedy chory mógłby odzyskać panowanie nad własnym życiem.

Powodem choroby psychicznej nie jest fakt opętania przez zbyt wiele lub zbyt silnych duchów, ale to, że chory nie wiedząc, co się z nim dzieje, ogromnie się przeraża i poddaje się bez walki. Znam przypadek, gdzie pewnego człowieka opętały setki duchów a ten nadal normalnie funkcjonował, podczas gdy w innego może wniknąć jeden tylko duch, a ten nie będzie mógł sobie ani z nim ani z samym sobą poradzić.

Śmiem twierdzić, że główną przyczyną chorób psychicznych jest niewiedza chorego i jego najbliższych, że ich ciałem i umysłem zawładnęły duchy. Gdyby wiedza ta była ogólnie dostępna, ludzie reagowaliby na nią we właściwy sposób. Nawet gdyby nie wiedzieli, jak ducha odprowadzić, opędzaliby się od niego, jak od natrętnej muchy.

Gdy duch nawiedza nieświadomego takich zagadnień człowieka, ten zaczyna się bać nie tylko ducha, ale i wszystkiego, co go otacza. Lękając się oddaje swoje ciało duchowi, nie stawiając wobec niego żadnego oporu. Od tego momentu zaczyna się czuć inaczej niż dotychczas i nie mogąc zrozumieć, jaka jest tego przyczyna zaczyna się bać coraz bardziej. Wtedy przyciąga do siebie następne duchy w myśl zasady: "Czego się boimy to sobie to przyciągamy". Wkrótce boi się już wszystkiego, nawet samego lęku. Najbardziej boi się zaś tego, że to, co przeżywa jest tylko wytworem jego wyobraźni.

W rezultacie dochodzi do wniosku, że zwariował. I wariuje według zasady: "Rzeczywistością jest dla mnie to, w co wierzę". Człowiekowi, którego próbują opętać duchy można zatem pomóc już nawet tym, że daje się wiarę w to, co mówi. Słyszysz głosy? Masz rację, nie przesłyszałeś się. Masz prawo słyszeć głosy duchów. Widzisz coś? Nie zwariowałeś, ja co prawda tego nie widzę, ale ty masz prawo widzieć, pewnie jesteś bardziej medialny itd.
Samobójstwa, morderstwa

W normalnym stanie świadomości działają w nas mechanizmy obronne, podobne do czujek, które ostrzegają, że ktoś chce do nas wtargnąć. Bywają jednak sytuacje, kiedy ludzie tracą nad sobą kontrolę i nie są siebie świadomi. Zdarza się to po wypiciu alkoholu, zażyciu narkotyków, w każdym odmiennym stanie świadomości (nawet po wypaleniu papierosa!), po utracie przytomności, silnym uderzeniu w głowę, w czasie operacji, gdy jesteśmy pod narkozą. Duch może wtedy zawładnąć ciałem bez naszej wiedzy i zgody. Czasami bliscy, przyjaciele, znajomi nie chcą wtrącać się w jego życie uważając, że to co dany człowiek robi jest jego sprawą, że każdy ma prawo przeżyć życie tak, jak chce. Czasami wynika to z ogólnie panującej znieczulicy. Najczęściej jednak są oni tak bardzo zaabsorbowani sobą, obowiązkami w domu, pracy, że nie zauważają obok siebie osoby potrzebującej pomocy. Po naszych długich utarczkach z duchem przebywającym w ciele znajomego dochodzimy do wniosku, że nawiedzony człowiek swoim postępowaniem tak nam dokuczył, że mamy go serdecznie dość, najlepiej niech zniknie nam z oczu.

Jest to oczywiście to, czego duch pragnie najbardziej - mieć opętanego w całości dla siebie. To, co duch robi z nami przypisujemy złośliwości nawiedzonego, a ten myśli o nas dokładnie to samo. Nie zdajemy sobie sprawy, że pomiędzy nami a nawiedzonym jest ogromna przepaść, którą w całości wypełnia duch, w której pociąga za wszystkie sznurki, oczywiście niewidoczne dla oka. Odsuwamy się od nawiedzonego, a on od nas. Duch ma nas z głowy, nawiedzony coraz bardziej pogrąża się w beznadziei i jest już o krok od decyzji o samobójstwie, a duch od uwolnienia się od nieodpowiedniego obiektu. Zaczyna udowadniać nawiedzonemu, że jego życie kompletnie nie ma sensu. Jak? Poprzez ciągłe obrzydzanie mu wszystkiego. Cokolwiek by nie zrobił, jest źle. Nie jest to zwykłe krytykowanie w celu wskazania błędów, które można naprawić. Duch pragnie przekonać nawiedzonego, że jest kompletnym zerem, śmieciem, nawet nie kimś, a czymś bez wartości. Najtrudniej jest duchowi na samym początku, kiedy człowiek ma jeszcze dużo samoświadomości, wie, że potrafi czegoś dokonać, że jest kochany, akceptowany itd. Gdy duch zaaranżuje lub natrafi u nawiedzonego na jakiś dołek psychiczny, wykorzysta tę szansę, gdyż wtedy będzie mu go dużo łatwiej pogrążyć. Gdyby pomimo zabiegów ducha człowiek nadal miał oparcie w rodzinie lub przyjaciołach, duch miałby wielkie problemy namówić go do samobójstwa.

Zdarza się, że duch przez dłuższy czas namawia człowieka do samobójstwa, a ten nie reaguje. Może zacząć go wtedy nakłaniać do zabójstwa. W wielu krajach za zabójstwo można zostać skazanym na karę śmierci i duch o tym wie. Dla niego to wszystko jedno, w jaki sposób uwolni się od niechcianego człowieka. W końcowym efekcie rezultatem dla człowieka będzie śmierć, a dla ducha wolność.
Wywoływanie duchów

Są ludzie, którzy zajmują się wywoływaniem duchów dla rozrywki. Jest to dla nich sposób na zabicie wolnego czasu lub spędzenie wieczoru w gronie przyjaciół. Trafia do mnie wiele ofiar seansów spirytystycznych. Ci ludzie nie zdają sobie sprawy, że bawią się zapałkami w stodole pełnej siana. Gdy zaczynają zabawę, nie przychodzi im do głowy, że mogą z niej wyniknąć tragiczne konsekwencje. Bywa, że gdy doznają urazu, często jest już za późno, bo "stodoła" spłonęła, a oni "poparzeni" bardzo długo, nawet do końca życia, goją swoje rany. Przydarza się to ludziom w każdym wieku, bez względu na płeć czy wykształcenie. Wiem, że bawią się w to również dzieci, zainspirowane opowiadaniami czy jakimś filmem. Bywa, że wywoływania duchów naucza jakiś program w telewizji, z czym zresztą osobiście się zetknęłam. Byłam przerażona gdy go oglądałam, gdyż wiem, jaką szkodę przyniesie on oglądającym, którzy zapragną spróbować wywoływania samemu. Organizatorzy takich programów skupiają się tylko na jednej stronie medalu. Starają się wzbudzić w widzach jak największą sensację. Może nie biorą pod uwagę konsekwencji swego przekazu, czyli nieszczęścia jakiego doświadczą naśladowcy.

Nie nawołuję do tego, żeby nie poruszać drażliwych tematów. Trzeba to jednak robić w mądry sposób. Nie ma się co dziwić, że wybuchają bomby, skoro otwarcie podaje się przepis na ich zrobienie. To wcale nie jest przenośnia. Znam z praktyki wiele przypadków, kiedy wszyscy uczestnicy seansu spirytystycznego po wywołaniu duchów pomdleli, tak byli zelektryzowani, jakby rażeni piorunem. Gdyby tylko na tym się skończyło, byliby bardzo wdzięczni, bo najedliby się tylko strachu. Najczęściej tak się jednak nie dzieje.



W pewnej jednostce wojskowej po wywołaniu duchów pół brygady wylądowało w szpitalu wojskowym. Potem część żołnierzy przewieziono do szpitala psychiatrycznego, gdzie wielu leczy się do dziś, a minęło już pięć długich lat. Gdzie indziej natomiast, na lekcji religii ksiądz zapytany o duchy tak bardzo zapalił się do tematu, że nauczył dzieciaki, jak je wywoływać. Konsekwencje tej "zabawy" były podobne jak u żołnierzy. Jej skutki trwają do dziś, mimo, że wszyscy są już dawno dorośli.



Kto przywołuje duchy dla zabawy, nie dba o ich spokój, nie ma więc mowy o szacunku. Jeżeli ktoś bawi się kosztem duchów, to i one potrafią skrzywdzić dla zabawy. I nie chodzi tu bynajmniej o drobną nauczkę, ale o poważne konsekwencje, które mogą się ciągnąć do końca życia. Nie piszę tego, żeby kogoś przestraszyć, ale po to, żeby pokazać skutki wynikające z nieświadomości głębszych aspektów takiej "zabawy". Sądząc po ilości zgłaszających się do mnie osób mówimy o całkiem sporej liczbie ofiar, które podczas wywoływania duchów nie były świadome tego, co czynią. Konsekwencje takich prób są często opłakane w skutkach, bez względu na to, ile uczestnicy takiej zabawy mają lat.



Czasami taka zabawa kończy się w szpitalu, nawet psychiatrycznym. Konsekwencje w dużym stopniu zależą od tego, jaki duch zawładnął człowiekiem. Gdy opętał go np. duch narkomana, nagle zacznie interesować się narkotykami. Pomimo naszych usilnych starań, w żaden sposób nie będzie można uwolnić go od nałogu. Nie będę teraz analizowała wszystkich możliwości. Wystarczy, że powiem, iż człowiek może zacząć kraść, przeklinać, nawet gdy nigdy tego nie robiło, wszczynać bijatyki, pić alkohol, rzucać się na innych z nożem w ręku, chcąc ich zabić, nagle zachorować, wszystkiego się lękać, jąkać, mieć alergię itp.



Duchy mogą nie opętać natychmiast tylko pozostać w domu w którym przeprowadzano seans spirytystyczny. Wtedy ktoś z domowników może nic nie podejrzewając zostać nawiedzony. To trochę tak jak z dymem z papierosa, który wdychamy sami nie paląc. Może być tak, że osoba wywołująca duchy może zrobić to tylko raz i zostać opętana, a może też robić to wielokrotnie i nie zostać nawiedzona. Dopiero któregoś razu z kolei może zauważyć, że z nią lub kimś z jej otoczenia dzieje się coś niedobrego. Niektórzy zaczynają wtedy szukać pomocy, inni łudzą się nadzieją, że samo przejdzie. Ale najczęściej nie przechodzi. Na samym początku nawiedzenie może być prawie niezauważalne, szczególnie gdy duch ma miłe usposobienie, ale gdy kanał jest otwarty, to mogą zacząć wnikać następne duchy, aż w końcu będzie ich tyle, że człowiek nie będzie mógł sobie poradzić. To trochę tak, jak z osą na łące. Gdy lata tylko jedna, prawdopodobieństwo jest niewielkie, że nas ukąsi. Gdy jednak wywabimy ją z ula, nie będziemy się mogli od niej opędzić, a na dodatek może zlecieć się cały ul rozwścieczonych os, a wtedy poradzenie sobie z nimi będzie już bardzo trudne. Nie bardzo będziemy mieli gdzie się schować, a one będą ...


Normalność to wymysł.
Ludzie (owce) skupiają się w stado i "normalność" tworzą na podstawie wypadkowej średniej reakcji i poglądów innych Owiec w stadzie.
Boją się uwolnienia Woli ponad Formę.
Są niewolnikami Formy (Materii i spraw materialnych).

Offline

 

#4 2012-07-25 23:00:17

 Evander

Wikkid Wizzy

Zarejestrowany: 2012-06-27
Posty: 208
Punktów :   14 

Re: ''Opętani przez duchy'' autorstwa Wandy Prętnickiej

Amorte,

No właśnie w ten sposób to wygląda. Garść ciekawych informacji wpleciona w stertę metafizycznych rozważań, czyta się to jak jakąś książkę wręcz religijną.

Myślę, że tak należy do niej podchodzić - jak ktoś potrzebuje książki do poduszki powiązanej nieco z mistyką, to jest to niezła propozycja - będziecie senni już po paru stronach.


Everything that has a (born) beginning has an end (in death).

"Zaprawdę, Moc jest krewną konieczności,
  i przychodzi, gdy człowiek jej pragnie" - Pitagoras

Offline

 

#5 2012-07-25 23:29:01

 Olimpia

Administrator

35374777
Call me!
Zarejestrowany: 2011-08-27
Posty: 2464
Punktów :   29 
Znak zodiaku: Wodnik
Żywioł: Powietrze/Ogień
Rodzaj praktykowanej magii: Różne :D

Re: ''Opętani przez duchy'' autorstwa Wandy Prętnickiej

Ja uważam, że jest ciekawa i miło się ją czyta... Ale jak mówiłam może dlatego, że ja to wszystko rozumiem, nie mam pytań tak jak niektórzy... Co do tego, że chaotycznie pisze nie zauważyłam tego nawet ale powiem Ci, że czasem nie da się wszystkiego ująć w jedno bo np. to jedno jest częścią pięciu innych rzeczy które należy omówić potem... Zresztą dobra! Ja się nie wypowiadam na temat czy chaotycznie czy nie, bo raz miałam przypadki że ja książki rozumiałam świetnie ale inni mieli tysiąc pytań choć dla mnie wszystko było jasne...

Dlatego uważam, że jeśli chcecie rekomendacji książek to najlepiej pytać właśnie osób nie zaznajomionych z danym tematem!


Normalność to wymysł.
Ludzie (owce) skupiają się w stado i "normalność" tworzą na podstawie wypadkowej średniej reakcji i poglądów innych Owiec w stadzie.
Boją się uwolnienia Woli ponad Formę.
Są niewolnikami Formy (Materii i spraw materialnych).

Offline

 

#6 2012-11-26 13:29:41

Bieger

Nowy użytkownik

Zarejestrowany: 2012-11-26
Posty: 1
Punktów :   

Re: ''Opętani przez duchy'' autorstwa Wandy Prętnickiej

"Opętanych" czytałem już dość dawno temu, chociaż warto do tej książki wracać. Podobnie jak Evander uważam, że czasem jest chaotyczna, z drugiej strony wszystko tworzy jakąś całość. Generalnie jest ona dla mnie łatwa do zrozumienia.

U mnie, to nie kwestia tego, czy w książkę wierze i czy to książka religijna, bo znam osoby, które korzystały z pomocy Pani Wandy i im pomogło. Wiem, że duchy istnieją.

Książka jest dobra i każdy powinienm wiedzieć, co się po śmierci dzieje. Ludzie, którzy się zajmują ezoteryką tym bardziej powinni książkę przeczytać, bo czasem duchy się podczepiają, gdy człowiek właśnie zajmuje się bioenergoterapią, OOBE itp.

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
materace koło Selectin.pl wyszczuplanie poznań Goolge